sobota, 7 sierpnia 2021

Deszczowo

Och, czy komuś naprawdę przeszkadzały upały?:) Jesień prawie nam się zrobiła w ostatnich dniach, a wczoraj to już szczyt wszytskiego. Poprzedniej nocy zaczęło lać i wiać, wszystkie słoneczniki pod skosem - naderwane korzenie, łodygi nachylone pod kątem 45 stopni. W truskawkach, między rzędami stoi woda, nie nadąża wsiąkać. A właśnie przygotowałam grunt, miałam sadzić nowe truskawki i siać poplon w postaci rukoli, sałaty, rzodkiewek. W błocie się nie da. Temperatura 15 stopni, nawet pies nie chciał iść na dwór. Patrzę na prognozę pogody do końca miesiąca i widzę, że to naprawdę koniec lata. Temperatury ledwo powyżej 20 stopni, zachmurzenie średnio 70%, prawie codziennie deszcz...nie mogę uwierzyć! Trzeba być cały czas w pogotowiu i łapać ostatnie ciepłe chwile letniego słońca, żeby nagle nie ocknąć się w śniegowych zaspach:) 

Może dziś będzie lepiej ? Oby chociaż nie padało, gdyż wybieram się do ikei po mebelki dla najstarszej wnuczki. Wczoraj udało się sprzedac sofę, która choć bardzo ładna, to się do pokoju dziecka kompletnie nie nadawała, bo za duża i niepraktyczna. Mamy upatrzone zgrabne łóżko, regalik i biurko, trochę się dziś napracuję, bo trzeba to przydźwigać i złożyć.

Miniony tydzień mimo pogody w kratkę spędziłam trochę na działce, bo chwasty nie odpuszczają, trochę na załatwianiu spraw urzędowych, ale udało się przy okazji zrobić krótkie wycieczki KLIK! i KLIK! , zapraszam do zajrzenia na drugi blog po kliknuęciu w odnośniki.








Zrobiłam też 32-kilometrową  trasę rowerem, na zasadzie "gdzie oczy posniosą":)










W pewnym momencie zauważyłam, że niebo poczerniało, na szczęście od strony przeciwnej niż mój dom, więc zawróciłam i w te pędy ruszyłam w drogę do domu. Burza mnie goniła nie mniej szybko:)



Deszczu  nie było i strzelił tylko jeden porun. Tuż koło drogi, którą jechałam. Na moich oczach od pioruna zapalił się łan pszenicy. Od razu pani z pobliskiego domu zadzwoniła po straż. Nie czekałam na rozwój wypadków, odjechałam, a szosa zasnuła się dymem, który widać było z daleka.





Udało mi się uciec burzy, już byłam na podwórku  kiedy spadły pierwsze krople spokojnego deszczu. Ufff!:)

33 komentarze:

kobieta w pewnym wieku pisze...

U nas też wczoraj było niczym jesienią, chociaż deszczu, ani na lekarstwo.

Agnieszka Zielińska pisze...

Deszcz jest potrzebny, a ma być jeszcze ciepło. Choć wiadomo, że wielkimi krokami zbliżamy się do jesieni...

grazyna pisze...

Niesamowite jest to zdarzenie z piorunem, zatrważajace! A Tobie sie udało się to sfotografować . Ooo szacun! tez pedziłabym do domu, Chelm! juz troche moje miasto. Znam je dosyc dobrze, Gorke z katedra i widok z niej uwielbiam. Kopalnie kredy przedeptałam, lubie kawiarnie Imbryk! pozdrawiam serdecznie

jotka pisze...

Bardzo ciekawe zdjęcia, gratuluję wyprawy!
Do upałów można się przyzwyczaić, pod warunkiem, ze zdrowie dopisuje i są w granicach indywidualnej wytrzymałości.
Najbardziej męczą chyba skoki temperatury i zmiany frontów.
Generalnie, meteopaci mają pod górkę...

onyks pisze...

Wyślij mi choć wiaderko tego deszczu , u nas straszna susza , ziemia jak popiół. Piękne zdjęcia jak zawsze . Jesteś artystką jeśli chodzi o fotki. Miłego wieczoru.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Straszyli nas alertami, ale na szczęście obeszło się bez groźnych zdarzeń, deszczu spadło niedużo i nawet nie odczułam zbytnio spadku temperatury. Byliśmy na Floriance na zimowym zlocie roztoczańskim, obiecaliśmy sobie wrócić tu wczesnym latem, kiedy łąki zakwitną, ale jak do tej pory nie udało się:-) Przyuważyłaś może, czy jeszcze stoją na łąkach wiklinowe instalacje? Niesamowite zdarzenie z piorunem, wydawało mi się, że on tylko w drzewa wali, a tu w pole pszenicy. Jest u nas taki przesąd, że drzewa rażonego piorunem nie bierze się do budowy domu, bo to przynosi nieszczęście:-) Chełma nie znam, mąż tam jeździ na jakieś przeglądy budowlane, a ponieważ jedzie z drugim branżystą, to nie jest mi po drodze.

Pola pisze...

A wiesz, że ja dziś wcześnie rano wyszłam na balkon i poczułam zapach...jesieni. Piękny zapach, bo jesień także kocham bardzo...
Oczy poniosły Cię w ciekawe miejsca. Zdjęcia oddają klimat emocji...

Teresa Czajkowska pisze...

No... no... być w środku , ale najpierw u zarania takiego zdarzenia to dopiero przygoda. Mnie piorun strzeliłby chyba z trwogi :)))
Gdybyś tego zdarzenia nie uwieczniła fotkami, trudno byłoby sobie wyobrazic dynamikę zdarzenia. Gratuluję opanowania i życzę lepszej pogody :)

Fuscila pisze...

Przypomniałaś mi ucieczkę przed wałem szkwałowym w ubiegłym roku! Całe szczęście, że miałyśmy z sąsiadką jej mercedesa, bo nie wiem, jakby się to skończyło! Siłom przyrody lepiej się nie "stawiać", dlatego dobrze zrobiłaś uciekając! A u nas prawie żadnych deszczów, jezioro z bardzo niskim stanem wody, a burze to tylko mruczały chwilę i wycofywały się nie wiadomo gdzie!

gordyjka pisze...

Spiesz się z poplonami, bo moje "ogrodniki" zapowiadają przymrozki w trzeciej dekadzie września...;o)

BBM pisze...

Wszystkie zdjęcia ładne, ale chmury- zjawiskowe!

Skarlet B.I. - notatki z życia i podróży pisze...

Uwieczniłaś piękne miejsca. I to płonące pole, ofiara pioruna... Bardzo boję się burzy, od wielu, wielu lat.
Życzę dużo słońca :)

dora pisze...

Mnie taka temperatura jak teraz odpowiada bardziej niż upały.
Gwałtownych i niebezpiecznych burz się boję, ale takich zwykłych nie, jednak wole wtedy byc w domu niz na spacerze😀 Brawa za,zdjecia i sobrze, ze zdązylas uciec.

anka pisze...

Moja babcia wieki temu tak uciekała tylko piechotą. Piorun strzelił w drugi mendel skoszonego zboża, obok tego, pod którym się schowała. Chyba rekord świata w biegach by osiągnęła, gdyby ktoś mierzył jej czas 🙂 Dobrze, ze uciekłaś. Zdjęcia niesamowite tej groźnej chwili.

kotimyszkot pisze...

Jak to niewiele trzeba, żeby wybuchł pożar. Zwłaszcza, gdy przed tymi deszczami wszystko suche. Ale i tak chce się tego ciepła i do mnie też nie dociera, że jesień już blisko. A co do ucieczki, to podziwiam kondycję. Z moją, nie wiem czy bym zdążyła ;)

Ismena pisze...

U mnie deszczu jak na lekarstwo, Wczoraj zachmurzyło się, zawiało i znowu spadło tylko parę kropli deszczu. Dookoła wszystko schnie.
A wycieczki rowerowe uwielbiam. Z utęsknieniem wypatruję już zatem mojego urlopu. Dlatego zazdroszczę Ci tej emerytury.
Bardzo lubię przemierzać polne i leśne ścieżki od kapliczki do przydrożnego krzyża lub kościółka. Do tego posiedzieć nad wodą i spoglądać na przepływające chmury...
Pozdrawiam tęsknotą za wędrówką

Zielonapirania pisze...

Jakoś nierówno aura dzieli wodę z chmur:)

Zielonapirania pisze...

Dojrzały jarzębiny, to wyraźny koniec lata. Teraz musimy mieć nadzieję na pogodną jesień:)

Zielonapirania pisze...

Widzę, że znasz to co najważniejsze w Chełmie. Miasto w centrum wyładniało w ostatnich latach, a widok z dzwonnicy naprawdę piękny. I trzy razy dziennie rozdzwaniają się dzwony. Miałam okazję posłuchać.

Zielonapirania pisze...

Z każdym rokiem więcej meteopatów, ciekawe dlaczego ? Może kiedyś ludzie nie zdawali sobie sprawy z zależności organizmu od pogody ?

Zielonapirania pisze...

Dziękuję za miłe słowa:) Wysłałabym ten deszcz, bo kilka ostatnich nocy było deszczowych i burzowych. Trawnika nie można było wykosić przez dłuższy czas, ale co gorsza rolnicy nie mogli wejśc na pola zebrać zboża. Dopiero dziś i noc była sucha i dzień, pola pełne kombajnów, jest po 22, a jeszcze traktory ciągają z pól przyczepy z ziarnem.

Zielonapirania pisze...

Wiklinowych instalacji nie widziałam, ale przy trasie w lesie były jeszcze jakieś instalacje z palików z tabliczką z nazwiskiem wykonawcy. Nawet sie zastanawiałam, co to takiego. Może pozostałości po jakiejś wystawie plenerowej.

Zielonapirania pisze...

Oj były emocje i wyobraźnia nieco poszlała:) Pocieszałam się tym, że jechałam od wsi do wsi, więc w razie czego po prostu wpadlabym na czyjeś podwórko chroniąc się przed burzą. Na szczęście obyło się bez tego.

Zielonapirania pisze...

Pogoda się poprawiła, co dało mi szansę na kolejne wycieczki:) I na wykoszenie trawnika:)

Zielonapirania pisze...

Nas burze omijały przez większość lata, choć rzeka była przepełniona wodą zebraną na mijanych terenach. Teraz po kilku burzowo-deszczowych dniach jest ciepło i przyjemnie.
Chyba pamiętam jak pisałaś o tej anomalii pogodowej. Musiało być naprawdę poważnie, skoro uciekałyście autem, takie przypadki na długo pozostają w pamięci.

Zielonapirania pisze...

Poplony posiane i nawet wzeszły. Zaskoczyło mnie, jak szybko pojawiły się listeczki rzodkiewek, czekam na świeżą sałatę i koperek. Powinny urosnąć. Do trzeciej dekady września już je zjem:) Natomiast wrześniowe przymrozki bardzo sobie wypraszam:)

Zielonapirania pisze...

Kiedy tak napływały te czarne chmury nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że natura ma moc, której człowiek nie zatrzyma.

Zielonapirania pisze...

Nie jestem wyjątkowo strachliwa, jeśli chodzi o burze, ale znacznie lepiej się czuję, gdy jestem wtedy w domu, a nie pędzę przez pola na rowerze:)

Zielonapirania pisze...

Spadek temperatur wróży koniec lata i tego mi najbardziej żal.

Zielonapirania pisze...

To Twoja Babcia uciekła śmierci, można zaryzykować nawet takie stwierdzenie. W tym roku mimo burz nie spotkałam w mediach informacji o bezpośrednich ofiarach pioruna, a w minionych latach takie przypadki się zdarzały.

Zielonapirania pisze...

Strach dodaje sił:)

Zielonapirania pisze...

Życzę więc udanego urlopu. Obecna pogoda znacznie bardziej sprzyja rowerowaniu niż upalny lipiec.

trollatrolla pisze...

A to miałaś emocje :D
...mnie upały nie przeszkadzały. Ale u mnie niestety też skończyły i mam październik :/
Trollatrolla

Prześlij komentarz